W środę opuszczam Opole. Jakoś mi tak nerwowo, smutno, pusto, nostalgicznie. Mijam nieznanych ludzi i mimo, że wkurwiają mnie całym swym istnieniem, nagle do nich tęsknię.
Nagle uświadomiłam sobie, że miły pan z biblioteki miejskiej już się nigdy do mnie nie uśmiechnie na ulicy. Nagle wiem, że skończyłam szkołę, czas rozpocząć nowy etap.
Nagle zdaję sobie sprawę, że wszystkie zawarte tutaj przyjaźnie się rozluźnią lub umrą.
Nagle widzę, że byłam dla kogoś ważna, przynajmniej przez chwilę.
Nagle... chcę jeszcze bardziej brnąć w bagno. Niewiele mam do stracenia.
Chciałabym móc się nie zastanawiać, co będzie jutro, za miesiąc, za rok. Po prostu przyjmować na siebie dary losu, jakiekolwiek by nie były.
Tymczasem słyszę 'Les adieux' z muzyka... Symbolizm, nie ma co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz