środa, 29 sierpnia 2012

Obiecuję...

Chyba obiecuję sobie zbyt wiele.
Obiecuję sobie, codziennie, że dzisiaj mi się uda, dzisiaj się nie dam, dzisiaj będę ładnie (nie)jadła, ładnie umierała, kilogram po kilogramie.
Postanawiam sobie, że w nowym roku będę przykładną, pracowitą, perfekcyjną w każdym calu studentką, wyglądającą codziennie olśniewająco, z idealnie dobranymi ubraniami, żywcem wyjętymi z tumblrów i żurnali.
Że będę powstrzymywać się od złości, znajdując jej ujście w szorowaniu wanny i przykładnym zdobywaniu punktów za sprawność w mojej lekko chorej głowie.
Że będę walczyć z chęcią romansu z czymś ostrym.
Że będę polerować swoją maskę szczęścia, obojętności na głupoty i zainteresowania tylko ambitnymi i przynoszącymi dużo pożytku rzeczami.
Tyle planów.

Dzisiaj, mówiąc krótko spierdoliłam wszystko. Emocje, złość, nienawiść do samej siebie wylałam w żarcie. Bilans koło 4000 kcal, albo i nawet więcej. 8 torebek zaparzonych w kubku, wypitych jednym haustem, żeby nie czuć zapachu i smaku. Zajedzone tabliczką czekolady z truskawkowym nadzieniem. Przykryte nieodłącznym elementem dnia codziennego, czyli papierosami.
Czeka mnie szalona noc.
Chciałaś, to masz, tak podobno wygląda dorosłość- trzeba brać odpowiedzialność za swoje wszystkie czyny.
TRZEBA BYŁO NIE ŹREĆ.
Jesteś słaba, bardzo słaba.

Dziurę w środku robią mi wszechobecne pary, jakże szczęśliwe, radosne, kochające się. W parkach, sklepie, nad morzem. Wszędzie. Otaczają z każdej strony, bombardując wszechświat informacjami, że świat jest piękny i warto żyć.
W tym wszystkim egocentryczna ja. Samotna, rozżalona, pełna nienawiści do świata, nieszczęśliwa. Na siłę.
Nie chcę tak. Chcę coś zmienić, a to takie trudne. Chciałabym być normalna. Móc jeść normalnie, nie bać się oleju, masła, sera, chleba [pomijając oczywiście dni takie jak dzisiaj, kiedy o dziwo jest mi wszystko jedno.]. Nie myśleć o tym, że w tej chwili każda komórka mojego ciała obrasta w tłuszcz. Stajesz się brudna. Niegodna niczyjej miłości, czy nawet zainteresowania.

Ciągle myślę o Opolu. Każda myśl jest strzałem w stopę. 'Wszyscy jesteśmy Chrystusami'.
Nie chcę tutaj mieszkać, nie chcę. Chcę uciec, umrzeć, zniknąć. Zobaczyć swój własny nagrobek. Czarny, prosty, z jedną białą różą. Własnym nazwiskiem i datami.
16.10.1992.- 29.08.2012.
Nie mam tyle odwagi. Boję się, że się nie uda. Bycie kaleką jest jeszcze gorsze od bycia ciamajdą.

W zasadzie, to nie mam planów na przyszłość, poza skończeniem studiów i zamieszkaniem w Opolu. Nawet pod Zielonym Mostkiem. Byleby być tam. Wśród Tamtych.

Tymczasem Panna Aga otwiera kolejną zakładkę, zaczyna przeglądać tumblry i czeka, aż... Aż coś się zmieni.
Obiecuję...



1 komentarz:

  1. Obiecaj sobie, że poszukasz realnej pomocy. Tylko to, droga, nieszczęśliwa, piękna i wrażliwa, samotna dziewczynko... To za dużo na jedną zagubioną istotę. Daj sobie pomóc i idź po tą pomoc. Nic więcej. To nie tak dużo. I jeszcze choć trochę postaraj się nie wątpić.

    OdpowiedzUsuń