Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik- znowu jesień.
Pogoda co najmniej nie wakacyjna. Pochmurno, deszczowo, wietrznie, chłodno. Gdańsk w końcu...
Powoli próbuję się przystosować do tego, że Opole to zamknięty rozdział w moim życiu. Tylko ludzie, jak cytaty z książek, przypominają wydarzenia i miejsca. Plany po studiach mam dokładnie sprecyzowane: wracam do Opola- tam jest mój kawałek świata. Spotkało mnie wszystko, co tylko mogło mnie spotkać- złe i dobre rzeczy, osoby, historie.
Czekam [tak, na wszystko czekam] na koniec studiów i pracę na opolszczyźnie.
Cholera, znowu stoję w rozkroku na całą Polskę.
Tęsknię za T. Nawet, jeśli żartuje, nawet, jeśli to wszystko, co mówi jest kłamstwem. Chyba lubię kłamstwa w ładnym opakowaniu. Rany boskie.
Plan na wrzesień jest prosty- zebrać dokumenty potrzebne do wniosku o stypendium, ogarnąć się ze swoją głową, wyłączyć ciemny kawałek myśli, pozbyć się blizn z ciała i duszy, i... robić, robić i robić. To utraty tchu, sił, chęci. Pokazać, że jestem wartościowa. Udowodnić, że potrafię.
Po 20 września będę w Opolu. Odliczam dni, jak durna.
Nawet niebo tutaj jest inne. Bardziej złowrogie, zmienne. I zachody nie są tak piękne.
To tylko 5 lat.

Też to powtarzałam - "to tylko 5 lat". Teraz powtarzam "wytrzymaj jeszcze 2, to tylko 2". Nie wierzę nawet w dzień.
OdpowiedzUsuńUwielbiam to Twoje "rany boskie".
OdpowiedzUsuńSwoje rany, trochę, niestety, mniej boskie też lubię.
OdpowiedzUsuńSpotkamy się na magisterce we Wro, tak czuję.