poniedziałek, 23 lipca 2012

Jest mi tak jakoś smutno.

Już koniec lipca- nie zrobiłam nic oprócz przeczytania Chopinów, Beethovenów i Debisjich, wysprzątaniem mieszkania.
Dni są jakieś puste, długie, zimne. Grzcchoczą jak kostki lodu i są tak samo śliskie.
Każda myśl o wałach, Bolko, Odrze, muzyku, Krakowskiej, pl. Wolności i Pedała sprawiają, że coś się we mnie porusza i zadaje ból. Tak bardzo chcę tam wrócić, błądzić uliczkami, poczuć zapach, smak, ruch... Nienawidzę tego miasta. Jest niemoje. Niczyje.
Nie mam na nic ochoty i siły. Siłę mam żeby zrobić areobik, pobiec. Ale... nie czytam ostatnio. Nie mogę się skupić na treści, moje myśli błądzą, wiją się, rzygają, ale nie potrafią ukształtować książkowych wydarzeń, miejsc, osobowości. Tak, jakby funkcja abstrakcyjnego, ukierunkowanego myślenia została wyłączona. Marny los przeciętniaka, niczego, który ma ambicje stać się niższej klasy inteligentem.
Dzień Świra, to mój świat.
Dlaczego ciągle czekam na coś, co się nigdy nie wydarzy? Chciałabym z Tobą porozmawiać. I z Tobą też. I z Tobą. Odnowić, wypolerować, wymuskać, dopieścić. Relacje. Rozmowy. Uśmiech.

1 komentarz:

  1. Znam ten stan... I percepcja nie podążająca za czytaniem, zawieszenie, a przy tym tumult niepotrzebnych emocji i nawał chaotycznych myśli nie do opanowania...

    OdpowiedzUsuń