sobota, 18 grudnia 2010

Taak... Jesteście wszyscy ogromnie... IRYTUJĄCY!

Ten tydzień może zostać podzielony na dwie części. Część pierwsza była wesoła, intrygująca, może odrobinę zawiedziona, ale mimo wszystko pozytywna. To był czwartek i piątek. Część druga, to znaczy dzisiaj i reszta dni w tygodniu była depresyjno-bezsensowna. Dzisiaj dowiedziałam się wreszcie, jaka to ja jestem beznadziejna, leniwa, wredna, etc. Dziękuję WAM. Z wielką chęcią do domu przyjeżdżać nie muszę, zostawanie w bursie jest o wiele przyjemniejsze i zdrowsze, i dla Was, szanowni Państwo, i dla mnie. Na prawdę. Nie musicie się wściekać na mnie, że spoglądanie w kalendarz nie jest dla mnie pasującym zajęciem. Że od czasu do czasu mam prawo być mało rozmowna i smutna. Przepraszam, Was, że w ogóle istnieję. Do zobaczenia dopiero w styczniu.

"I'm trying to control myself, so please don't standing my way..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz