Sobota. Najpiękniejszy dzień całego tygodnia. Minęła równie szybko, jak się pojawiła. Niestety...
Największy news: mam z kim iść na studniówkę! W końcu zdobyłam się na odwagę i... zrobiłam to. Całe szczęście, nie odmówił mi. Dziękuję :*
W czwartek mamy wigilię bursianą. To już moja trzecia... I na pewno będzie bardzo ciepła i "rodzinna". Myślałam nad życzeniami... I nie wiem, co mam komu powiedzieć. Chciałabym powiedzieć coś niesamowicie osobistego... Ale może się to skończyć jak zwykle... Czyli bez sensu.
Hmmm...
Święta tak szybko przyszły... Przecież niedawno były wakacje... Upały, słońce, plaża, Rzeszów, i wycieczki rowerowe... A tu... Grudzień. Śnieg, mróz. I zaraz znowu kwiecień. I za miesiąc matura i... wolne. Przynajmniej częściowo, z najbardziej idiotycznej, wykańczającej psychicznie czynności jaką jest LO. Już tylko niecałe 5 miesięcy katorgi. I potem będziemy wszyscy wolni, niczym orły.
A potem... Kolejny, wolny, cudowny rok w bursie <3 I studia.
'Przecież niedawno były wakacje" taaak, czas szybko biegnie. Ten między świętami a maturą (która tak naprawdę to pikuś, więcej płaczu, niż roboty)zleci jeszcze szybciej. A te niby najdłuższe w życiu wakacje to mgnienie oka. Przerabiałam to rok temu, miałam podobne obawy i przemyślenia, ale z perspektywy czasu polecam naprawdę cieszyć się ostatnimi chwilami w LO :)
OdpowiedzUsuń