Już połowa czerwca za mną. Czas, w którym ogromnie dużo się działo. Walczyłam sama ze sobą, z matką, współlokatorkami, kumplami...
Mam wielki żal do siebie. Jestem nie w zgodzie z samą sobą, czuję się nie w porządku wobec innych otaczających mnie ludzi. Ciągle czekam na jakiś znak życia, który nie nadchodzi. A moja cierpliwość się kończy.
Matura, egzaminy... Wszystko jest takie ulotne, jak mgnienie oka, trzepot motylich skrzydeł, lawina gdzieś w górach. "Nic dwa razy się nie zdarza..." Jednak mam wrażenie, że ciągle żyję w tym samym. Rutyna mnie zabija. Od miesiąca mój dzień wygląda tak samo. I nijak nie chce być inaczej.
Nie chcę wakacji. To będą najnudniejsze i najnieszczęśliwsze wakacje, jakie do tej pory przeżyłam. Znowu Rzeszów, Gdańsk, Opole... Kolejna rutyna i bezsens. Bezsens, który nie skończy się tak szybko.
Ok. Czasem wychodzi promyk, który głaszcze mnie po twarzy i daje do zrozumienia, że będzie dobrze, lepiej, ciekawiej, intenstywniej, szczęśliwiej. Ale od razu to mija, bo znowu zastanawiam sie nad sensem wszystkiego.
Ja tylko chcę uwagi. TAK. Jestem egocentryczką. Może. Prawdopodonie...
(weszłam teraz, przed chwilą, tak jakoś.. telepatia chyba nadal działa, tyle lat..)
OdpowiedzUsuńnasunęła mi się jedna myśl: oj Aga, jesteśmy takie same