Cofam to, co pisałam jakieś 20 dni temu.
Zerwałam z Panem Gówno Mnie To Obchodzi Jak Jest Między Nami Bo I Tak Moje Na Wierzchu.
Nawet nie miał na tyle odwagi, żeby ze mną potem porozmawiać.
"Nie trać czasu z kimś, kto nie ma go dla Ciebie". Tak. Dokładnie.
Czasem mam wrażenie, że moje życie jest tak cholernie pochrzanione, że bardziej się nie da. A tutaj... Idziesz sobie na zakupy i spotykasz super faceta... Ale zacznijmy od początku...
Z Pszczółkiem robimy Marcie niespodziankę i pieczemy ciasta [ja sernik, on szarlotkę] i okazuje się, że nie ma cukru. Więc ja, jakoże prawda zawsze chętna jestem do 'przynieś, oddaj, pozamiataj' poszłam się jakoś pomalować [przy okazji się przebrałam] i słyszę z kuchni Pszczółeczkę, która wrzeszczy, że i tak żadnego księcia z bajki nie spotkam, więc po co się ogarniam, skoro idę tylko po cukier. Zignorowałam go i poszłam. Stoję na przejściu i widzę po drugiej stronie całkiem przystkojnego chłopaka. Widzę, że się na mnie patrzy, więc ja też w końcu zaczęłam. Wreszcie zrobiło się zielone, przechodzimy, i jakoś dziwnym trafem on przechodzi koło mnie, to uśmiechnęłam się do niego, jak to mam w zwyczaju. Kątem oka dostrzegłam, że odwrócił się za mną. No ale nic. Kręcę się po tej Stonce i szukam brązowego cukru [to jest jak igła w stogu siana...]... Wreszcie wyszłam. I on stoi. Kolana się pode mną ugięły... I zaczepił mnie, czy się nie znamy, skąd jestem, co robię. I czy nie podam mu numeru telefonu. Podałam, zapisał na ręce. Spytał się, czy może mnie odprowadzić do domu. Zgodziłam się, bo to niedaleko.
Po kwadransie dostaję od niego smsa, że jest taki szczęśliwy, że mu się na uczelni udało wszystko pozałatwiać i że poznał fajną dziewczynę. Piszemy już prawie tydzień ze sobą.
Nie wiem, czy to typ podrywacza, czy nie. Nie chcę się nad tym zastanawiać, bo bym zwariowała. Wydaje się być bardzo porządny.
Pan Przyszły Inżynier.
Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Pierwszy raz w życiu nie chcę do szkoły. Mimo, że będę miała tylko muzyczną. I tak nie chcę. NIE! Nie zdążę z tym Skriabinem. AAA!
Chcę jesieni.
Bardzo...
uwielbiam twoje nazewnictwo yyy... no Twoje nazwy na różne rzeczy, you know what i mean :D hahahaha
OdpowiedzUsuńeh, żeby tym razem się udało! *toast*