Wreszcie skończył się tydzień, który był dla mnie jednym wielkim koszmarem. Nic nie robię cały dzień, ale załatwiam 40 000 durnych rzeczy, pomimo braku pasji do grania ćwiczę po 4-5 godzin, z poczucia marnowania pieniędzy nie wysypiam się i poznaję zestawy egzaminacyjne na advance. W dodatku jestem złą córką i nic nie wartym bytem, który przyjeżdża do domu tylko po to, żeby usłyszeć: 'uważaj, jak otwierasz drzwi, bo zadrapiesz lakier, czemu jesteś wiecznie niezadowolona?, skoro Ci się nie podoba, możesz nie przyjeżdżać.' Chętnie, mamo. 'O, tak, tak! Bardzo mądre!'
Pogadanka z wychowawczynią o moich lękach, zaburzeniach jedzenia, prawdopodobnie depresji i wg jej dodatkowo nerwicy w tym tygodniu odbębniona. Nie odpuści mi tak łatwo, już się zapowiedziała w poniedziałek. A podobno miałam kiedyś 'tyyle eneergii', a teraz jestem wiecznie zgaszona. Buahaha. 'Dziewczyno, niejedzienie to droga do nikąd, strasznie schudłaś ostatnio! [Ciekawe, jak Ty to widzisz, skoro waga stoi w miejscu?!] Zacznij jeść, bo nie będziesz miała na nic siły. Anoreksja to choroba' [dziękuję za uświadomienie mi problemu]. W dodatku, co doprowadziło mnie do łez, zahaczyła o moje relacje z matką. Przecież my się 'kochamy', prawda? Od nie pamiętam kiedy nie podeszła i nie powiedziała, że... że... tęskniła za mną, czy coś... A Pan Szanowny jak zwykle zauważa, tylko to, że kubek stoi nie w tym miejscu, że nie opowiedziałam swojego tygodnia, że nie jestem uśmiechnięta, i że piję kawę w fotelu, nie mówiąc niczego o sobie, i że się nie interesuję pieprzonym ciastem mojej matki, które ocieka masłem, cukrem i innym wysokokalorycznym gównem, jest niesmaczne i wygląda jak rzygowiny niemowlęcia. Zaproponowała terapię, już widzę, jak ruszam swoją dupę do poradni. HA-HA-HA. Gdybym nie była takim tchórzem, dawno bym się dezaktywowała, ale co się odwlecze, to nie uciecze.
Kawa jest mi wierna, nie wymaga, nie zadaje pytań i nie oczekuje odwzajemnienia uczuć.

Nie dezaktywuj się. Coś zacytuję:
OdpowiedzUsuńTurek przychodzi do lekarza i mówi do niego: "Kiedy dotykam się palcem, to mnie boli. Kiedy dotykam głowy, boli, nóg, boli,
mój brzuch, ręce, wszystko boli".
Doktor go zbadał i mówi do niego:
"Z pana ciałem jest wszystko w porządku, ale ma pan złamany palec!"
Mój przyjacielu, twoje myśli są chore, ale z tobą jest wszystko w porządku.
Chore myśli trzeba zanieść do kogoś, kto pomoże je uleczyć. Bo taki stan do niczego nie prowadzi. A życie to droga, trzeba gdzieś dojść. Więc nie udawaj, że wszystko gra, skoro nie gra. Chyba, że to jeden wielki performance. Nie warto jednak, bo mało osób zna się na takiej sztuce.
OdpowiedzUsuń