sobota, 28 stycznia 2012

Tornado.

No i stało się. Towarzyskie trzęsienie ziemi. Trzęsienie, tornado, tsunami, atak szarańczy i zmutowanych pszczół w jednej chwili. Oficjalny fejsbukowy związek, w między czasie egzystencja starego. W dodatku dalej mi tęskno do B, pomimo wiedzy, że się zmienił. Na gorsze. Mimo tego, gdy wiszę na jego profilu automatycznie widzę miliardy serduszek na marginesach w zeszycie od biologii i matmy. Bo co innego można by robić na tych lekcjach w gimnazjum? To przerażające, jak bardzo ludzie się zmieniają.
Jestem obrzydliwym tchórzem. Zamiast się spotkać i powiedzieć: 'To koniec, kocham [KOCHAM?!] innego. To moja wina, zostańmy przyjaciółmi, nie byłam [w rzeczywistości, TY nie byłeś] Ciebie warta.'. Bawię się w stopniowe odrywanie plastra. Okrucieństwo w czystej postaci. W dodatku jestem cholernie nie fair wobec niego. Ale... czy on był fair wobec mnie?
Chyba się zakochałam. Stara miłość nie rdzewieje, jak widać. Od podstawówki, jak on był moim Tatą. Bawiliśmy się razem, wspólnie odrabialiśmy lekcje... Potem pierwsze randki. Ból braku odzewu [czyżbym już to przerabiała?!], potem wyprowadzka. Dziwny 29.12. Wspólne wyjście na czekoladę, oglądanie secesji w Sopocie, łyżwy. Nieśmiałe pocałunki, pełne napięcia przytulenia. Tulipany, czerwona róża. Pociąg o 4 nad ranem. Plany na przyjazd do Op.

Bajka.

Ostatnio często bywa w moim życiu:

1 komentarz: