wtorek, 15 maja 2012

Jupii.

Tja.
Powiedziałam sobie, że kończę z napadami i co?? Gówno. Wystarczy jeden stres i lawina żarcia przetacza się przez moją gardziel. Zwiększenie limitów nie pomogło, to co dalej? Senefol nie działa. Sól też nie.

Wyhodowałam sobie bulireksję. Pycha. 

Kupa kupa kupa kupa!
Musi się coś zmienić...
Bo inaczej zawsze będziesz spasionym pasztetem z galaretowatymi udami i sterczącym brzuchem. Skoro mnie nikt nie kocha, to sama siebie mogę pokochać. Ale jak będę chuda. Za jakieś 6 kg.

Gardzę swoim brakiem asertywności. Czemu się wszystkim tak przejmuję? Bo co ktoś sobie o mnie pomyśli... Czcze gadanie. I tak myślą. Kolejny punkt do listy pt.:'czas na zmiany'. Do realizacji w najbliższym czasie.
Swoim brakiem kreatywności też gardzę. Jaka ja jestem niekreatywna!
W dodatku nieporządna. I mam nieselektywną artykulację. I problemy z pedalizacją. Zajebiste problemy.
Czas na pracę.
Nas sobą, ciałem i cielskiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz