Czekam, czekam, czekam.
Na sen, papierosa, spotkanie, odnalezienie siebie.
Na szczęście, smutek, radość i chęć.
Na sobotę.
Na program.
A jednocześnie się boję, że się nie odnajdę, że zrobię z siebie idiotkę. Będę sama, bez nikogo.
Mimo, że wiem, że to głupie, ale czuję się gorsza. Zazdroszczę ludziom, którzy są na dziennych studiach. Czuję się jak ochłap. Jak zapchaj dziura.
Ta gorsza, o te kilka punktów, o te plecy w komisji, o te kilka nieczystości.
To niesamowite, jak szybko drzewa zmieniają kolory. Z dnia na dzień świat staje się coraz bardziej jesienny. Za 3-4 tygodnie nie pozostanie ani jeden liść. Wszystkie opadną. Znowu się coś skończy.
Później Wielkie Oczekiwania. Grudniowy szał, styczniowa gorączka. Wielkanoc. I krąg życia zatoczy koło. A piać to samo.

"Taniec" A. Muchy - okładka mojego zeszytu do polskiego w liceum, pamiętasz? Tęsknię za tamtymi czasami, choć wtedy pewnie zazdrościłyśmy tym, którzy są na studiach. Dziś ja mogę powiedzieć że pod pewnym względem zazdroszczę tym, którzy nie są na dziennych i nie mają takiego zapieprzania, gonienia lektury za lekturą. Ty zazdrościsz studentom z dziennych... Tak źle, a tak niedobrze. Nie masz powodu by czuć się jak ochłap. Ja będąc na dziennych też się tak czuję.
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=9giY58f-BYg&feature=related
OdpowiedzUsuńWake up!