wtorek, 19 lipca 2011

A jednak.

Kursy 2011 minęły. To dziwne, ale czułam się tam tak, jakby tego roku pomiędzy warsztatami nie było. Wszyscy w dalszym ciągu tacy sami, tak samo sympatyczni, tak samo zgrani…
Wiele się dowiedziałam, nauczyłam i zrobiłam. Ukierunkowałam się, nad czym muszę pracować, jakie błędy popełniam i co jest moją mocną stroną.
Wrocławiu, nadchodzę!

Teraz pozostaje mi tylko czekać na wyjazd do Opola. Kolejne nowe doświadczenia i znajomości… Oby tak samo owocne, jak rzeszowskie…

„Żeby ogień nie zgasł, a siła wiatru ani na chwilę nie osłabła”
Lubię ten cytat. Jest uniwersalny, ale dla mnie ma w tej chwili tylko jedno znaczenie: żeby zapał nie minął. Do lipca. Do następnego Rzeszowa. Do następnego roku.

Dziś... Dziwnie wyglądające i brzmiące... 2 miesiące.
Schizofreniczne.
Neurotyczne.
Tęskniące.
A jego brak. Wczoraj, dziś, jutro.
Codziennie.

1 komentarz:

  1. płakać mi się na końcu zachciało, na tych ostatnich 6 linijkach.. kurwa ;(

    OdpowiedzUsuń