czwartek, 21 marca 2013

utopia

Zbliżają się święta.
Rosną krzaczki bukszpanu, żółcą się kurczaczki, kołyszą się pisanki na wstążeczkach w kolorze tęczy. Mamy kupują dzieciom zajączki z czekolady, jajeczka nadziewane truflami, czekolady z pisankami. Dzieci roześmiane, łakome słodyczy, karcący wzrok matki i jej uśmiech. Koszyczek, palma, wykrochmalona serwetka. Słońce wpada przez świeżo wyprane firanki. W kuchni rytuał rozgrzewania wosku, rysowania wzorów szpilką, malowania jajek. Ręce ubrudzone mąką, buzia zabrudzona od karmelu, w piecu pieczeń. Ojciec bawi się z dzieckiem, wszyscy są tacy szczęśliwi.

Utopia.

Jestem ja. Bez pisanek na wstążeczkach. Bez kurczaczków w koszyczku, bez ani jednej gałązki bukszpanu. Matka 500 km stąd, ojca nie ma. Babcia robi dobrą minę do złej gry, ale siły już nie te. Jestem tytanem. Staram się stworzyć dwa dni szczęścia, spokoju, rodziny. Wypiorę obrusy, wykrochmalę je, wymyję okna, upiorę firany. Sprzątnę dom na błysk, wypastuję podłogi, wymyję wszystko, co tylko nadaje się do wymycia. Upiekę mazurki, babki, pokroję sałatkę, ponadziewam jajka, nadzieję schab, upiekę pasztet. Wyobrażę sobie, że mam kochającego mnie męża i dwójkę idealnie grzecznych dzieci. Wejdę w rolę idealnej pani domu. Naprędce kupię jakiś drobiazg dla dziadka w ramach zajączka, zajdę do apteki po 'wentyl bezpieczeństwa'. Pomaluję paznokcie, namaluję na swojej twarzy potulną minę uczennicy z książek. Ubiorę się w luźną sukienkę, żeby nie było widać obolałego od jedzenia brzucha. Usta maźnę szminką. Szyję skropię perfumami.
Obiecam sobie, że będę uważać. Oczywiście czcze gadanie, noc spędzam w toalecie. Nienawidzę siebie.
A miało być idealnie, prawda?!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz