piątek, 26 listopada 2010

Wreszcie piątek...

Dzisiejszy tydzień był najgorszy w tym całym roku. Po kiego... ludzie wymyślili taką bzdurę jak matura? Niepotrzebny stres, i tyle. A i te matury teraz są niepotrzebne, bo nikt nic nie umie. Muszę się zabrać od poniedziałku za matematykę, bo będzie kiepsko. Boję się, że mogę jej nie zdać. :/
W przyszłym tygodniu mam full sprawdzianów i egzamin techniczny. Znowu do dupy. Bylebym dobrze zagrała i dostała 2 ze sprawdzianu z franca. Reszta jakoś obleci.
Mam dziewczynkę, którą będę uczyć fortepianu. Tak się cieszę... Tylko dojazd dupny, ale trudno się mówi. Przynajmniej trochę dorobię, do mojej "pensji"...
Jak ja chcę lato <3! Mogę siedzieć w tym głupim LO, byleby ciepło było. A tutaj śniegi i mrozy. Nie chcę zimy.
Baaardzo nie chcę zimy.
I jakby było wolne, też bym się nie obraziła ;) Kapa i tyle.
Wczoraj było Chopin party w naszym SM. Było GENIALNIE! I chyba wiem, z kim pójdę na studniówkę ;)
Dobra, kończę.
Pa!

2 komentarze:

  1. matury pozwalają się zmobilizować!
    fajnie, że sobie dorobisz, lol
    ja chce duuuuuuuużo śniegu :)
    i wgl to fajnie, pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń