niedziela, 30 grudnia 2012

mood swings

Chyba nie do końca wiem, o co mi chodzi. Moje huśtawki nastrojów doprowadzą mnie do szału. W jednej chwili czuję, że jest świetnie, jestem pełna energii, optymizmu, chęci do przenoszenia gór, zdobywania Mount Everestu pianistyki. Zaraz potem jestem szarobrązową breją, bez perspektyw, która nie umie zagrać najprostszych melodii.
To dopiero.
Zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno potrzebuję psychiatry. Przecież jakoś żyję. Okej, nie są to fajerwerki, ale mam wrażenie, że moje problemy to tak naprawdę błahostki.
Wystarczy się ogarnąć, prawda?

Irytują mnie wszechobecne podsumowania. Rok 2012 w Polsce. Podsumowanie roku 2012 na świecie. Muzyczne objawienia 2012. Nie wiem, może wychodzi ze mnie polaczkowatość, bo mam wrażenie, że ten rok to była porażka za porażką? Jak coś się udało [Debussy], to to raczej był groteskowy uśmiech losu.

Chciałabym napisać coś optymistycznego... Ale to chyba nie jest dobry moment.

+6 kresek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz