wtorek, 8 stycznia 2013

bo we wtorki...

Świat przykryty puchatą wodną masą, wszystko białe, czyste, niewinne.
Spokojne, śpiące, zawieszone do pierwszych oznaków wiosny.
Przyroda śpi.
Ja nie.


Paraliżuje mnie strach, że się ośmieszę. Że prof mnie źle oceni, że będzie nudno i płasko. Że drugi z trzecim są nie równe, czwarty nie chodzi, a piąty za słaby. Że tam jest g a potem A7 do D.
Że muszę się spotkać z ludźmi, że muszę wyjść z domu.
Ciemne dni nastały...
Dziadek choruje, nic mu nie pomaga.
Lodówka tworzy wiry zaginające czasoprzestrzeń, na szczęście już mniejsze.
Dzisiaj rano, gdy zadzwonił telefon a babcia nie wstała, bałam się, że umarła. Musiałam podejść i posłuchać, czy oddycha. Oddychała.
Mozart jest nie do wyćwiczenia, Mendelssohn jest nerwowy a Doppler jest nierówny.
6, 7 godzina. Jest pozornie lepiej.
Kawa.
Ogarnąć się na koła.
Gadu, książka, spać.



Dzień dobry.
6 godzina...
 Zegar zjada czas, dźwięki płyną w przestrzeń. Zadowolenie rośnie.

Fuck, znowu wtorek.

1 komentarz:

  1. Lodówka zaginająca czasoprzestrzeń... widzisz ile masz magii wokół siebie? Wystarczy się w niej odnaleźć.

    OdpowiedzUsuń