Nie potrafię zrozumieć tego, że tęsknotę za Opolem odbiera się jako egoizm.
Nie potrafię zrozumieć tego, że próbę powiedzenia co mi leży na sercu odbiera się jako bezczelność i widzimisię.
Histeria na dworcu, krokodyle łzy w pociągu. Kłótnia z babcią, żyletka, ulga.
Co to za paradoks, żeby ból pomagał. Ułatwiał pewne rzeczy...?
Chciałabym umrzeć.
Wrzucić suszarkę do wanny, nałykać się prochów, powiesić się, skoczyć z balkonu... Tylko żeby mieć pewność, że nie będzie boleć i że się uda. Świadomość, że mogę zostać roślinką skutecznie mnie powstrzymuje.
Ale nie wiem, czy trzymanie się życia za wszelką cenę ma jakikolwiek sens.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz