wtorek, 26 lutego 2013

po pierwsze... nie wymagaj.

Jestem po pierwszym spotkaniu z psychologiem. Najbardziej frustruje mnie konieczność mówienia o tak bardzo 'moich' rzeczach, których nikt nigdy nie słyszał. Przecież to moje, moje, moje!
Egzaminy do baletówki. Ceramiczna świnia na dzień dziewczyn w podstawówce. Relacje z matką, ojcem, babciami. Mój sposób postrzegania tego, co mnie otacza. Stosunek do własnego ciała, do cięcia się, do ciągłego bycia naj. Wieczne próby zabiegania o czyjąś miłość, akceptację, szacunek.
Albo wszystko, albo nic.
Tak, muszę być we wszystkim najlepsza. Tak, bardzo przeżywam wszystkie porażki. Tak, czuję się samotna, niekochana. Tak, chcę umrzeć, ale boję się, że próba samobójcza się nie uda, bo wtedy znowu potwierdzę, że nie jestem perfekcyjna.
Pani wymaga od siebie zbyt wiele. Dlatego, że to od pani wymagano, nie potrafi pani inaczej. Wymaganie jest czymś w rodzaju miłości, chęci bycia zauważonym.

To okropne, że tak bardzo brakuje mi ciepła drugiego człowieka, a jednocześnie się przed tym ciepłem bronię. 4 ściany mojego pokoju są moją twierdzą, są niezmienne. Na zewnątrz są ludzie, którzy oceniają każdy mój błąd, są gotowi wytknąć, skomentować, wyśmiać go przy każdej okazji.Na zewnątrz obrzydzenie do mnie samej osiąga szczyty. Mam ochotę zniknąć, rozpłynąć się. Nałożyć pelerynę niewidkę, pobiec do domu i położyć się do łóżka. Do mojego ciepłego łóżka, w którym czuję się bezpieczna.
I tak bardzo nieszczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz