Kurczowo trzymam się przeszłości. Żyję tym, co było, odtwarzam w pamięci wszystkie chwile, które błyszczą jak paciorki naszyjnika w słońcu. Mienią się emocjami, ludźmi, znanymi i pięknymi miejscami. Zadają ból, bo to już nigdy nie wróci. Przypominanie sobie scen z opolskiego życia, swojej sylwetki, sposobu podejścia do codzienności.
Tyk, tyk, tyk. Z każdą sekundą coraz dalej od wspomnień.
Co dziwne, coraz częściej łapię się na tym, że staram się odtworzyć przeszłość, umiejscowić teraźniejszą mnie we własnych wspomnieniach. Tak, jakbym znowu chciała mieć 15-16-17 lat, znowu czuć to samo, wrócić do mnie z tamtych chwil.
Paradoksalnie, nie chciałabym stracić mojego sposobu widzenia, moich doświadczeń. Wiedzieć to, co wiem, będąc w tamtym czasie.
Żeby nigdy nie dorosnąć, nie musieć tak okrutnie zderzyć się z dorosłym życiem, szamotaniną, problemami Dużego Człowieka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz