sobota, 9 marca 2013

Cisza.

Ciemność
Cisza 
Tętent końskich kopyt w głowie
W brzucha jamie echo
Jeszcze nie płaczę
Czekam
Między nami mosty płoną
Rzeki niewidoczne w kłębach dymu
Już katedra stoi w ogniu
Eksplodują bloki
Drżę we wspomnień schronie

Ściana zrzuca farby
Skowyt belek w stropie
Hufce myszy w szafie
Nie za tobą tęsknię
Gonię



środa, 6 marca 2013

Think about...

Wystarczy kilka słonecznych dni, żeby zyskać nowe, świeższe spojrzenie na wszystko to, co mnie otacza. Jestem pełna nadziei, że będzie lepiej, że każdy dzień będzie niósł większość pozytywnych wydarzeń.
Oczywiście nie powiem, że nie tęsknię. Co chwila przyłapuję się na przypominaniu sobie tego, jak było w Opolu w tym czasie. Było ciepło, czy zimno? Poznałam kogoś? W jaki sposób myślałam o życiu? Ile ważyłam?
Nie wiem, czy ciągłe wspomnienia i kurczowy chwyt tego, co znałam jest demonem w pakiecie i powinnam z tym walczyć, czy zachować to wszystko gdzieś w tyle głowy, niczym fotografia w sepii.
Patrzę na opolskie kartki od Linki, widzę ratusz, wieżę, dworzec, stawek Barlickiego... Myślę sobie, że wielokrotnie tamtędy przechodziłam, siedziałam na ławce, uciekałam od ludzi, żeby potem móc 'cieszyć się' tymi, którzy mieszkali ze mną.

Przecież Gdańsk też musi coś mieć w sobie. Też muszą być tutaj jakieś miejsca, które stają się 'moje'. Oprócz bezpiecznej twierdzy w znienawidzonym brzoskwiniowym kolorze.
Staram się przeszukiwać Gdańsk, łapiąc w nim coś pozytywnego. Jedynym pozytywem jaki znalazłam, to baletówka i zastanawianie się, jakby to było, gdybym spędziła w niej IX klas. Jakim byłabym człowiekiem? Tańczyłabym u nas w operze? Byłabym szczęśliwa?

Mam wrażenie, że większość czasu w dojazdach na akademię spędzam pogrążona w życzeniowych myślach lub zakotwiczona w przeszłości. Tak, jakby tu i teraz nie istniało. Bo to ktoś inny porusza sznurkami mojego życia. Ja jestem kukiełką losu, miotaną po teatrzyku z kartonu. Akurat jest przerwa po n-tym akcie.
Co będzie w następnej odsłonie?


wtorek, 26 lutego 2013

po pierwsze... nie wymagaj.

Jestem po pierwszym spotkaniu z psychologiem. Najbardziej frustruje mnie konieczność mówienia o tak bardzo 'moich' rzeczach, których nikt nigdy nie słyszał. Przecież to moje, moje, moje!
Egzaminy do baletówki. Ceramiczna świnia na dzień dziewczyn w podstawówce. Relacje z matką, ojcem, babciami. Mój sposób postrzegania tego, co mnie otacza. Stosunek do własnego ciała, do cięcia się, do ciągłego bycia naj. Wieczne próby zabiegania o czyjąś miłość, akceptację, szacunek.
Albo wszystko, albo nic.
Tak, muszę być we wszystkim najlepsza. Tak, bardzo przeżywam wszystkie porażki. Tak, czuję się samotna, niekochana. Tak, chcę umrzeć, ale boję się, że próba samobójcza się nie uda, bo wtedy znowu potwierdzę, że nie jestem perfekcyjna.
Pani wymaga od siebie zbyt wiele. Dlatego, że to od pani wymagano, nie potrafi pani inaczej. Wymaganie jest czymś w rodzaju miłości, chęci bycia zauważonym.

To okropne, że tak bardzo brakuje mi ciepła drugiego człowieka, a jednocześnie się przed tym ciepłem bronię. 4 ściany mojego pokoju są moją twierdzą, są niezmienne. Na zewnątrz są ludzie, którzy oceniają każdy mój błąd, są gotowi wytknąć, skomentować, wyśmiać go przy każdej okazji.Na zewnątrz obrzydzenie do mnie samej osiąga szczyty. Mam ochotę zniknąć, rozpłynąć się. Nałożyć pelerynę niewidkę, pobiec do domu i położyć się do łóżka. Do mojego ciepłego łóżka, w którym czuję się bezpieczna.
I tak bardzo nieszczęśliwa.

sobota, 16 lutego 2013

***

Umieranie jest cholernie nudne.
Ciągle myśli się o tym samym
I zawsze czeka na ból,
Te głupio przemyślaną resztkę życia.


Czasem przychodzą jacyś ludzie
Ze świata, który zanika. Przynoszą listy
Znad granicy. W ich krajach kwitną
Nadzieje i pomarańcze, brzoskwinie i pocałunki.
-Pamiętasz?-pytają z fałszywą otuchą.
Pamiętam, ale co mi do tego.


Mur. Szary mur z mgły i mżawki
I oddalenia. Coraz bardziej dotykalny. Gęstnieje.

-Jak się dziś pacjent czuje?- pytają
Białe, zwiastujące anioły. Głupie pytanie.
Dziś czuję się bardziej niż kiedykolwiek
A jutro to się jeszcze umocni.


Nie, nie myśl o wczesnych wiosnach,
O płonących różowo i biało sadach.
Mgła krzepnie, a wyspa sennie odpływa.

Dajcie spokój. Nie próbujcie umierać.
Zanudzicie się na śmierć.








Eliada i inne wiersze, Marek Wawrzkiewicz.

wtorek, 12 lutego 2013

empty bag

Mam wrażenie, że straciłam cały zapał. Nie mam ochoty ćwiczyć, męczę się, nie idzie mi. Po co mam się starać, skoro i tak nie będzie idealnie?
Jestem przerażona, że muszę nauczyć się na sobotę I cz. symfonii. Zaczyna się panika i znowu będzie to samo: miała pani na to 2 tygodnie. Przepraszam, dowiedziałam się o tym w ten wtorek. Ale to chyba nie mój problem, prawda?
Taak, ma pani rację. Przepraszam.

Znowu deklaracje od jutra, od jutra, jutro. Później, potem, zaraz.
Burdel w szafie, kurz na półkach. Brudna podłoga, nieumyta wanna.
W tym wszystkim ja, jakaś taka bez wyrazu, niezdecydowana, przezroczysta, mdła.
Mdli mnie, że znowu w sobotę będę musiała być radosna, pomocna, uśmiechnięta. W niedzielę mądra, pilna, zainteresowana. So professional.

Pusta torba ma więcej emocji i chęci niż ja.


niedziela, 10 lutego 2013

don't be an egoist!

Nie potrafię zrozumieć tego, że tęsknotę za Opolem odbiera się jako egoizm.
Nie potrafię zrozumieć tego, że próbę powiedzenia co mi leży na sercu odbiera się jako bezczelność i widzimisię.
Histeria na dworcu, krokodyle łzy w pociągu. Kłótnia z babcią, żyletka, ulga.
Co to za paradoks, żeby ból pomagał. Ułatwiał pewne rzeczy...?

Chciałabym umrzeć.
Wrzucić suszarkę do wanny, nałykać się prochów, powiesić się, skoczyć z balkonu... Tylko żeby mieć pewność, że nie będzie boleć i że się uda. Świadomość, że mogę zostać roślinką skutecznie mnie powstrzymuje.

Ale nie wiem, czy trzymanie się życia za wszelką cenę ma jakikolwiek sens.

środa, 6 lutego 2013

throwback

Kurczowo trzymam się przeszłości. Żyję tym, co było, odtwarzam w pamięci wszystkie chwile, które błyszczą jak paciorki naszyjnika w słońcu. Mienią się emocjami, ludźmi, znanymi i pięknymi miejscami. Zadają ból, bo to już nigdy nie wróci. Przypominanie sobie scen z opolskiego życia, swojej sylwetki, sposobu podejścia do codzienności.
Tyk, tyk, tyk. Z każdą sekundą coraz dalej od wspomnień.
Co dziwne, coraz częściej łapię się na tym, że staram się odtworzyć przeszłość, umiejscowić teraźniejszą mnie we własnych wspomnieniach. Tak, jakbym znowu chciała mieć 15-16-17 lat, znowu czuć to samo, wrócić do mnie z tamtych chwil.
Paradoksalnie, nie chciałabym stracić mojego sposobu widzenia, moich doświadczeń. Wiedzieć to, co wiem, będąc w tamtym czasie.
Żeby nigdy nie dorosnąć, nie musieć tak okrutnie zderzyć się z dorosłym życiem, szamotaniną, problemami Dużego Człowieka.