środa, 19 września 2012

I see...

Lubię takie poranki jak dzisiaj.
Krople deszczu uderzają o parapet, z okna sączy się szare światło. Wszystko zwolniło, ucieka przed deszczem. Ludzi jest o wiele mniej, a jak są, przechodzą pospiesznie, niecierpliwie stukając obcasami. Kolorowe parasole, dziecięce kalosze.
Mokre ptaki i ociekające wodą drzewa.
Zieleń trochę świeższa, ale to już nie to, co w maju.
Parujące Wzgórza i Klif za mgłą. Przypomina leżącego olbrzyma.
Zbyt leniwego, żeby wstać i tak o, zwyczajnie pójść.


Czyżbym pisała ostatnio, że dowiem się profesorskich nowości? Niedoczekanie! Ogłoszenie list studentów 28-go. Do tego czasu... znowu zawieszenie w próżni?

Matka nieprzychylnie widzi mój przyjazd do Opola we wrześniu. Twierdzi, że w połowie października przyjedzie do Gdańska i w drodze powrotnej się z nią zabiorę, że będę miała o wiele więcej do opowiedzenia. Widzę, że ma rację. Obawiam się tylko, że październiku nie będzie tak, jakby miałoby być we wrześniu. Że ludzi będzie mniej. Że będzie nie tak.
No i... bardzo potrzebuję być w Opolu. Najlepiej najszybciej.
W pewnym sensie to dziwne, bo teraz reaguję tak samo, jak po przeprowadzce traktowałam Opole. Z tym, że Gdańsk był zawsze obcy i tak naprawdę utożsamiałam/utożsamiam go z jedną/dwiema osobami. O tej drugiej staram się nie myśleć, ale to takie trudne.

Zaczynam zastanawiać się, czy nie zgłosić się do poradni.
Boję się, że wyjdzie nie tylko to, z czym przyjdę.
Z pewnymi rzeczami rozstawać się nie chcę. A pewnie będę musiała.



1 komentarz:

  1. Zgłoś się. Jak babrać się w swoim życiu to już chociaż porządnie, bo tak czy inaczej się babrzesz, a sama możesz dojść do złych wniosków. Zgłoś się, jako i ja czynię. Tako rzecze Zara...linka.

    OdpowiedzUsuń