poniedziałek, 3 września 2012

Powrót do przeszłości

Ostatnie dni są pasmem kretyńskich wydarzeń.
Wczoraj spotkałam swojego ojca. Był z jakąś kobietą, oczywiście blondynką. Postarzał się, posiwiał. Nie poznałby mnie, gdybym nie zawołała do niego per 'tato'. Niby rodzony ojciec, a z drugiej strony tak bardzo obcy człowiek. Nie widziałam go 5 lat i raczej nieprędko go znowu zobaczę. Mam do niego żal o to, że jest taki jaki jest, ale z drugiej strony, chciałabym mieć poczucie, że mam ojca. Nawet jeśli w ogóle nie obchodzi go mój los. Pal licho mój los. Nazwę rzecz po imieniu: to ja go nie obchodzę.

Ostatnio żyję myślami o przyjeździe do Opola, układam sobie w głowie plany, z kim chcę się spotkać, co z kim zrobić... Marzę o tym, żeby spotkać się z T. Pójść na bolko, żeby było tak, jak za dawnych czasów. Chciałabym, żeby był tutaj, żeby był, a nie bywał. Tak jak w styczniu marzyłam, żeby ściągnąć O. do Opola, tak teraz chcę ściągnąć T do Gdańska. I nie tylko T. N., M... Ale to takie niemądre.

Dzisiaj na ulicy spotkałam B. Nic się nie zmienił, jest tak samo uśmiechnięty, sam powiedział cześć, bo byłam zbyt zajęta problemem praca- wyjazd. Uśmiechnął się i poszedł. A ja znowu walczę ze swoimi myślami, wracam do gimnazjalnych uniesień, wspominam, jak to było... Niee, nie nadejdzie taki dzień, żebym o nim zapomniała. Zapominanie jest w tym przypadku awykonalne.
Czemu wreszcie nie przestanę żyć przeszłością? Czemu trzymam się kurczowo wspomnień? Dlaczego nie potrafię pogodzić się, że przeszłość jest przeszłością i nigdy do niej nie wrócę?

Praca. Praca. Praca. Wysłałam CV [ukłon w stronę O.], ale raczej nic z tego nie będzie. Zadzwoniłam po poradę do mamy, czy pracować, czy odpuścić sobie i przyjechać do Opola. Odebrał ojczym, stwierdziwszy, że oczywiście, że pracować, bo wyjazd to tylko moje widzimisię. Ma rację, z jednej strony. Z drugiej nigdzie, ale to nigdzie w te wakacje nie pojechałam. Opole to namiastka wakacji. I w pewnym sensie balsam dla duszy... Jak zwykle między młotem a kowadłem. Aczkolwiek wydaje mi się, ze problem się sam rozwiązał. Męczy mnie to ciągłe gonienie za pieniędzmi, ciągły ich brak, ciągłe nieplanowane wydatki. Chciałabym móc pozwolić sobie, żeby jutro wsiąść w pociąg i zatrzymać się w Opolu. We Wrocławiu. Gdziekolwiek.

Jesieni, bądź dobra dla mnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz